Dzień dobry,

 

Wiem, że ostatnio dosyć dawno pisałam tu notkę ale szczerze to nie miałam dostępu do mojego laptopa, ponieważ mój kochany Piotruś był

w poprzednią sobotę w Miliczu, sam beze mnie a to dlatego, że był u swojej mamy, pomagać przy remontach i wziął ze sobą z powrotem

kochaną Martynkę, czyli moją kochaną kuzyneczkę i moją kochaną chrzestną, czyli kochaną Ciocię Jolę, siostrę mojej mamy. W niedzielę

zrobiliśmy sobie wszyscy wypad do Karpacza. Najpierw pojechaliśmy wszyscy na drezynę i było baaaaaardzo fajnie. Długo będę wspominać

ten wypad, niestety trasa była dosyć krótka więc jechaliśmy sobie 4 razy, trasa miała około 2 km. Po drezynie pojechaliśmy na

deptak w Karpaczu i poszliśmy sobie na lody, tam obok był taki zjazd saneczkami, mówią na to kolorowa. Ja się bałam tym jechać

więc poszedł tylko na to mój Piotruś i moja kochana Martynka. Dwa nasze odważniaki. Te saneczki są dwu osobowe dlatego zjeżdżali

razem,mój Piotruś tym m.in co chamował a nasza kochana Martynka siedziała z przodu i tylko krzyczała zwolnij, w sumie ja też bym chyba

tylko krzyczała zwojnij więc postanowiłam nie jechać. Po zjedzeniu lodów i po saneczkach pojechaliśmy w jeszcze jedno miejsce w Karpaczu

a dokładnie do parku linowego, ponieważ nasza mulutka zapragnęła pochodzić sobie w parku linowym, trochę się powspinać. Były tam dwie

trasy, jedna dla dzieci i jedna dla dorosłych. Na trasę dla dzieci mogła iść sama, a na trasę dla dorosłych lepiej jakby poszła z opiekunem.

Niestety prawie każdy się bał tam wchodzić więc poszła sama na tą trasę dziecinną i bynajmniej byliśmy pewni, że tam nic złego się nie

wydarzy. Ja z Piotruś siedziałam w aucie i czekaliśmy ponad godzinę na kochaną Ciocię, kochaną Martynie i kochaną mamę. Gdybyśmy

wiedzieli, że to tak długo zajmie to pojechaliśmy sobie na dół, na pyszne gofry, no ale niestety nie wiedzieliśmy tego. Na sam koniec

pojechaliśmy jeszcze do kościółka Wang ale niestety był zamknięty, więc zwiedziliśmy tylko kościółek z zewnątrz. Ten dzień był naprawdę

bardzo fajny i liczę na kolejne takie dni. W poniedziałek przyjechał kochany wujek, z kochaną babcią i z bardzo kochaną Kingą. I w ten sam

dzień pojechaliśmy wszyscy na basen, czyli na termy cieplickie i też było bardzo fajnie. Na basen pojechałam ja, mój kochany Piotruś, moja

kochana Ciocia Jola ze swoim mężem, czyli z kochanym wujkem, mój bart, kochana mama i kochana Kinga z Martynką. Wszyscy bawiliśmy się

naprawdę fajnie. W środę niestety pojechali do Milicza, ale została z nami kochana Martynka i wróciła dopiero z nami czyli w sobotę. W

niedzielę zaplanowaliśmy sobie wielką wycieczkę rodziną i zrobiliśmy w ten dzień około 30 km. Pod wieczór wróciliśmy do naszego domku, w

którym jest teraz bardzo cicho, dlatego jutro znowu jedziemy do Milicza. Wyjeżdżamy jutro po południu. W sobotę jadę rowerem na

przejażdżkę z moim Piotrusiem, a w niedzielę zaplanowaliśmy sobie znowu tym razem większą, rodziną wycieczkę rowerem.

Są teraz cudowne dni bo wiem, że mam pieniążki na kolejne leczenie. Tzn. troszkę mi brakuje ale mam pozytywne myśli, że wszystko się

ułoży. W końcu dużo się napracowałam jak było przepisywanie pieniążków z 1 %. Może w następnej notce napiszę co robiłam. Wiem, że dla

wielu osób moja choroba nie jest obojętna i to jest piękne, przecudowne i wspaniałe. Oby jak najwięcej spotykała takich osób na mojej

drodze.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena