Co u nas słychać ?

 

 

 

 

Dzień dobry,

 

Zacznę od tego, że cały czas zbieramy nakrętki, które bardzo nam pomagają w zbieraniu pieniążków na leczenie. Jeśli ktoś ma nakrętki i chce

nam podarować to my przyjmiemy. Liczy się każdy woreczek nakrętek.  Ostatnio otrzymaliśmy mnóstwo nakrętek, m.in od Pani Agaty Szpili i

jej męża, a także ze Szkoły Niepublicznej przy Centrum Medycznym w Karpaczu. Za co ogromnie dziękujemy. Każda nakrętka odgrywa ważną

rolę. Ostatnio sprzedaliśmy nasze nakrętki i dostaliśmy za nie 720 zł, moi kochani i ja uważamy, że to ładne pieniążki jak za te nakrętki.

Jeszcze będziemy sprzedawać nakrętki z Milicza, oczywiście jak je sprzedamy to napiszę na blogu ile za nie dostaliśmy.

Przypominam, że cały czas można nam przekazać pieniążki z 1% w zeznaniu rocznym PIT, nasz KRS 0000186434, wpisując jako cel

szczegółowy należy wpisać : na rehabilitację dla rodziny Witkowskich 207/W. Każdy grosz się liczy.

Teraz napiszę co u Nas słychać ?

Dla nas wielką pociechą jest to, że tata zaczął dostawać czasami pewne posiłki, jednak cały czas mamy nadzieję, że tata zacznie jeść na co ma

ochotę. Bo ostatnio nasżła tatę chęć zjedzenia placków ziemniaczanych a niestety nie może jeść takich rzeczy, Pani Doktor która zajmuje się

tatą, odradziła jedzenie takich rzeczy, żeby nie zakrztusił się ponownie. Jednak mimo tłumaczenia tata jest nadal nieszczęśliwy, co nam

zdecydowanie nie pasuje.

Od 22 lutego do 26 lutego byłam ja z moim narzeczonym, z mamą i naszą kochaną Martynią, czyli z moją, kochaną kuzyneczką w

Zakopanym. Poniekąd sponsorem naszej wycieczki była moja mama ale niech to zostanie naszą tajemnicą za co moja mama płaciła. Jak

zajechaliśmy w środę to strasznie wiało, czasami w nocy wiatr był tak silny, że myślałam o najgorszym. W dzień nie było lepiej. A w nocy było

gorzej.

Już chciałam wracać do domu ale stwierdziłam, że wytrzymam jeszcze jedną noc i jak nic się nie zmieni to wrócimy. Jednak wiatr się uspokoił

i było fajnie. Mimo tego okropnego wiatru pojechaliśmy do śnieżnego labiryntu, tam akurat na szczęście nie wiało ale ciężko mi się tam

chodziło, bo śnieg był już w pewnym sensie roztopiony ale dałam radę i to się liczy. W piątek przed południem pojechaliśmy na Gubałówkę

ale niestety było tam zimno i wiał wiatr, wieczorem ja ze swoim Piotrusiem pojechaliśmy do mega góralskiej karczmy, poszliśmy tam na

kolację. W sobotę przed południem pojechaliśmy na Krupówki, a wieczorem pojechaliśmy na kulig, tylko niestety był na kołach i siedzieliśmy

w takimwozie cygańskim. Ta przejażdżka trwała około godzinę, potem około godziny siedzieliśmy w takim góralskim szałasie, gdzie na

środku było ognisko a z boku siedziała kapela góralska i grali góralskie piosenki, potem zjedliśmy kiełbaskę z ogniska i wróciliśmy do pokoju.

Uwielbiam jeździć do Zakopanego. Uwielbiam ten góralski klimat i na pewno jeszcze tam wrócę.

Dzień kobiet był pachnący, dzień przed tym dniem była cudowna Pani Agata z mężem i od wspaniałego męża Pani Agaty dostałam ja i

mama piękne tulipany, w ten cudowny dzień dostałam rafallo i mama też, a to dostaliśmy od mojego brata,  a wieczorem dostaliśmy

piękne tulipany od mojego narzeczonego. Ten dzień uważam za cudowny.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marllena

Zakopane 3

Zakopane 2

 

Zakopane

M.in o moich planach w minionym roku . . .

Dzień dobry,

 

Zacznę może od tego jak w zeszłym roku m.in zbierałam pieniążki z 1 %. Wysłałam około 5 tysięcy listów do osób sprzedających na allegro,

w tych listach opisałam całą naszą historię choroby i prośbę o przekazanie nam pieniążków z 1 %. Były przeróżne odpowiedzi np. że to dobry

pomysł i że mam spierdalać. Ludzie zdrowi czasami nie umieją zrozumieć osoby chorej, która musi zebrać pieniążki na swoje leczenie. Tak

sobie to tłumaczyłam, jak ktoś mi tak odpisał nie ładnie. Tak się starałam ale pieniążków na subkoncie niestety  nie było więcej. Gdyby nie

pewien ktoś z Gdańska, uzbiralibyśmy 4 tys. zł a tak, dzięki temu komuś uzbieraliśmy około 11 tys. zł. A tak w ogóle jak pisałam te listy na

allegro, to jedna Pani odpisała mi, że już się rozliczyła ale na poprawę humoru wysłała mi piękny zegarek, którego oczywiście dodam zdjęcie.

A co u nas słychać, tak ogólnie to wielki dramat bo tata ma dalej zabronione aby jeść.To wszystko dla taty dobra. Je teraz czasami, zjada taki

deserek, w małym słoiczku, taki deserek dla maluszków, ten taki dobrze zmielony i taki deserek puszysty, jest nam bardzo przykro, że tata już

nie może jeść. Zawsze jak teraz jedziemy do taty to jest bardzo smutny, powtarza czasami, że choroba z nim wygrała, jest nam tak przykro

jak to słyszymy, że szok. Wcześniej zawsze się uśmiechał, jak tatę odwiedzaliśmy a teraz w ogóle się nie uśmiecha i to nas boli najbardziej.

Jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że z czasem będziemy musili pogodzić się z tą decyzją i tata też.

W miniony wtorek, były walentynki, jak dla mnie zawsze był to i jest wyjątkowy czas. Chociaż moje walentynki trwły już od soboty. W sobote

dostałam pierwszy walentynkowy prezent w postaci wielkiego serduszka z biszkoptu, oblanego w czerwonej połowie. A we wtorek rano

dostałam od mojego kochanego Piotrusia, piękny bukiet, pięknego kwiatuszka w doniczce, jestem ciekawa jak długo wytrzyma bo zawsze jak

dostanę kwiatka w doniczce to kwitnie pięknie około dwóch tygodni. Zawsze dbam o swoje kwiatuszki ale szybko usychają. I ciśnie się

pytanie na usta ” co Ona z nimi robi, że tak szybko jej kwiatki usychają ? ‚. Sama nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wracając do

walentynek, to pod wieczór mój kochany narzeczony wziął mnie do cukierni i w pewnym momencie zostawił mnie i pobiegł do toalety ale

było zupełnie inaczej, bo patrzę po 5 minutach gdzie jest i widzę jak maszeruje z piękną różą dla mnie. Byłam bardzo mile zaskoczona.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena Witkowska

zima

Co u nas słychać ?

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że dosyć długo nie pisałam ale to przez to, że tata nie najlepiej ostatnio się czuje. Wszystko zaczęło się dziadziać w pierwszy dzień

świąt. Tzn. po Wigilii nie pojechaliśmy na pasterkę, a co roku jest dla nas ważne , jednak przed godziną 22 zrobiłam się bardzo zmęczona i

poszłam spać ale miałam wielkie wrzuty sumienia, że nie pojechałam na pasterkę, dlatego w pierwszy dzień świąt wstałam dosyć wcześnie

i pojechaliśmy do kościoła. Po naszym powrocie tata zjadł obiad, troszkę odpoczął i zapragnął wypić kawę i zjeść ciasto. Tata bardzo lubi

ciasto jednak okropnie zakrztusił się kawą. Zjadł kawałek ciasta i mamusia przyszła dosłownie na sekundę do mnie, zobaczyć jak ja się czuję,

no i w tym czasie tata podniósł kawę i wlał w siebie około pół kubka, to się działo dosłownie w paru sekundach. Czegoś takiego jeszcze nie

widziałam i mam nadzieję, że więcej to się nie powtórzy. Po tym wszystkim tata zapragnął jechać do Miłkowa, czyli tam gdzie teraz

przebywa. Mama z moim kochanym Piotrusiem zapakowali tatę do auta i pojechali do Miłkowa, mamusia oczywiście wszystko opowiedziała

tam, co się wydarzyło więc po chwili ściągnęli tacie flegmę i trochę było lepiej ale niestety nie spał całą noc i czasami kaszlał. Na drugi dzień

mama pojechała do taty ale jest tylko karmiony przez peg, w ogóle nic nie je. Myśleliśmy, że z czasem i ten problem zniknie ale niestety była.

taty Pani Doktor, która stwierdziła, że tata zostanie karmiony przez peg, żeby sytuacja nie powtórzyła się. Jednak tacie nie podoba się to

wszystko i chce walczyć oto, żeby znowu jeść. Dla nas najważniejsze jest to aby tata był szczęśliwi i pomożemy tacie w tym w czym możemy

mu poomóc. A ja zaczęłam chdzoić na akupunkture laserową z powodu m.in tego brzuch co mnie boli za zwyczaj po lewej stronie. Postaram

sie przejść z akupupunktury laserowej na zwykłą, jest to dla mnie okropny strach bo boje się igieł ale wiem, że nie ma nic za darmo. A od nie

jednej osoby słyszałam, że akupunktura potrafi zdziałać cuda więc ja też chcę to poczuć i móc się pochwalić, że te igiłki mi pomogły.

W ostatniej notce pisałam, że prawdopodobnie, pójdę na sylwestra na tą świetlicę na Duchawie, gdzie chodzę praktycznie co roku.

Zastanawiałam się dniami i nocami czy tam pójść ale mój kochany narzeczony i mama cały czas powtarzali, żebym szła więc poszłam. Czułam

się wyjątkowo tego wieczora. Zostałam bardzo fajnie uczesana, tzn. mi bardzo się podobała ta fryzurka. Każdy mówił, że mam fajną fryzurkę,

pasującą, miałam też cudowny makijaż i cudownie zrobione paznokcie. Na świetlicę poszliśmy około godziny 19 a do babci,tam gdzie spałam

przyszłam po godzinie 24. Niestety w ogóle nie tańczyłam ale mimo to było naprawdę fajnie.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

 

sylwestra

zima

święta 1

Życzenia . . .

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia,

dużo uśmiechu na twarzy, miłości, radości,

szczęścia oraz wrażliwości.

 

święta 1

Już niedługo święta . . .

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że znowu dosyć długo nie pisałam ale to wszystko przez mój ten okropny brzuch. Jest lepiej ale nie najlepiej. Może przypomnę co się

u nas ciekawego działo. Zacznę od tego, że 4 grudnia ja, mama i mój kochany narzeczony pojechaliśmy do Wrocławia na wspaniały Jarmark

Bożonarodzeniowy. Wtedy o godzinie 17 zaczęła się wspaniała parada ze Św. Mikołajem. Jednak żeby zaparkować auto minęło około

półtorej godziny. Piotruś wiedział jak bardzo chcę iść na tą paradę więc za wszelką cenę próbował zaparkować auto, wiedział też, że niestety

musi zaparkować to auto jak najbliżej tego rynku, gdzie był Jarmark. Na Jarmark trochę się spóźniliśmy ale najważniejsze widziałam. Tam jest,

taka  duża, wspaniała choinka i nie daleko niej była m.in nasza kochana Zosia z mamą. Fajnie, bardzo fajnie, że przyjechali na ten Jarmark,

oczywiście brzuszek mnie pobolewał ale byłam bardzo szczęśliwa, że tam byłam. Po Św. Mikołaju przyszedł czas na pyszne Jarmarkowe

przysmaki. Najpierw zaczęliśmy od pysznego kołacza, chociaż nazywają go kurtoszem albo węgierskim ciachem, nie ważna jest nazwa tego,

najważniejsze jest to jaki on jest smaczny, jak dla mnie, potem wypiłam gorącą czekoladę z bitą śmietaną, oczywiście było to podane w takim

specjalnym kubeczku, przypominającym buta, taki kubeczek można wziąć sobie na pamiątkę, dlatego go wzięłam ze sobą i teraz codziennie

piję w nim kawę. Smakuje mi ta kawa jak nigdy w życiu a to dlatego, że jest w takim specjalnym kubeczku, przez cały rok czeka się na niego.

Na koniec zjadłam jeszcze moje przepyszne truskawki oblane mleczną czekoladą, są na takim patyczku, gorącą czekoladę i te owoce w

czekoladzie uwielbiam najbardziej. Jarmark nie istniał by dla mnie gdyby nie te słodkości.

Słyszałam, tzn. widziałam na internecie, że u nas w Jeleniej też jest ładna choinka na placu ratuszowym, może jutro tam pojadę bo dzisiaj

mam małe obowiązki, w końcu zbliżają się święta Bożonarodzeniowe więc pomagam mamie w tym, w czym mogę jej pomóc. Bardzo lubię

ten czas gdzie wszędzie gdzie tylko się nie spojrzy, to wszędzie, przeważnie w sklepie są piękne choinki albo piękne lampki choinkowe. I w

kościołach jest bardzo ładnie.

A w tą sobotę odwiedziła mnie cudowna Pani Agata z mężem. Jak zawsze kochana Pani Agata mega mocno mnie wytuliła, nie ukrywam, że

bardzo to lubię, a wręcz można powiedzieć, że kocham. Pani Agata i mąż Pani Agaty,złożyli mi cudowne życzenia. Pierwszy raz widziałam

męża Pani Agaty i bardzo go polubiliśmy. Po Nowym Roku umówiliśmy się na kawę. Oczywiście dostałam prezent od Pani Agaty i jej

koleżanek. Jestem ogromnie wdzięczna, wdzięczna z całego serca, za ten cudowny prezent. Jeszcze raz, dziękuję..

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Co u nas słychać ?

 

Dzień dobry,

 

Czuję się tak sobie więc dalej chodzę po lekarzach. Czasami jest dzień, że mnie w ogóle nie boli a czasami są takie dni, że boli mnie od rana.

Jednak zdecydowałam, że pojadę na ćwiczenia, chciałam w zeszłym tygodniu ale tylko w poniedziałek było dla mnie miejsce więc

postanowiłam, że pojadę jednak przed samym wyjazdem dostałam sms od mojej rehabilitantki, że bardzo źle się czuje i jedzie do domu.

Jak się okazało Natalkę złapała jelitówke i dobrze, że wtedy nie pojechałam bo gdybym też złapała jelitówke to byłoby gorzej niż źle. W tym

tygodniu byłam na ćwiczeniach i jutro też jadę. Dzisiaj miałam iść do lekarza ale od wczoraj trzymają mnie okropne zakwasy, byłam pewna,

że dziś będzie lepiej ale niestety myliłam się.

W zeszłym tygodniu napisała do mnie kuzynka Ewelina, z pytaniem, czy idę na sylwestra, tam na świetlicę gdzie chodzę prawie co roku, bo w

zeszłym roku siedziałam w domu. Oczywiście ja się zastanawiam czy powinnam iść na taką zabawę, czy powinnam siedzieć w domu ? Z jednej

strony chcę iść bardzo a z drugiej strony boje się. Mama i mój narzeczony cały czas mi powtarzają, że powinnam iść i się nad niczym nie

zastanawiać. Zdecydowałam już w co się ubiorę, jak się uczeszę, pomaluję i jak sobie zrobię paznokcie, na tego sylwestra jak pójdę,

ale to nie jest najważniejsze, muszę się tam dobrze czuć jak pójdę. Mam czas, żeby się zastanowić więc to zrobię. Podejmę decyzję do 4

grudnia, bo wtedy jest Mikołaj we Wrocławiu na Jarmarku Bożenarodzeniowym. Będę się wtedy widzieć z moją kuzynką, przekochaną Zosią i

może z mężem mojej kuzynki, czyli z Markiem, bo udało mi się ich namówić na przyjechanie wtedy więc dlatego się z nimi zobaczę 4 grudnia.

Jak na Jarmarku jest parada ze św. Mikołajem to jest wtedy tak bajecznie, że brakuje słów aby to opisać.

A chyba już się skończyły pieniążki z 1 % bo od dwoch tygodni nic się tam ostatnio nie zmienia, tyle ile było pieniążków tyle jest. Ostatni

podatek był ogromny bo ponad 7 tys. z Gdańska. Na koniec tego miesiąca napiszę ile w tym roku udało się zebrać pieniążków z 1 %.

Postanowiłam, że dzisiaj napiszę co robiłam od stycznia do maja ale nie mam już sił więc chyba napiszę następnym razem.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Nadal źle się czuję . . .

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że dosyć długo nie pisałam co u nas słychać ale nadal nie czuje się dobrze, tzn. dalej boli mnie brzuch, na dole, po lewej stronie i

dlatego teraz w ogóle nie pisałam. Byłam jak na razie u czterech specjalistów, robię różne badania ale jeszcze do tej pory nie wiedzą co mi

dolega. Podejrzewają, że to od kręgosłupa albo że to coś z jelitami więc w tym tygodniu idę do kolejnych dwóch specjalistów. I mam

nadzieję, że w końcu zgadną co mi jest bo mam dość tego bólu bo przez ten ból, nie mogę nigdzie jechać na zakupy czy na ćwiczenia bo

jestem osłabiona przez ten ból. Jedynie co mogę to leżeć w łóżku i patrzyć się w sufit. Codziennie się zbieram do miasta ale nie jadę bo

męczy mnie już to i kładę się potem znowu. I już mam łzy w oczach, jest mi strasznie przykro, że tak się męczę już od miesiąca. Jednak jeden

lekarz długo myślał co mi dolega i doszedł do wniosku, że to od kręgosłupa i wypisał mi lek właśnie na kręgosłup i powoli było lepiej z tym

bólem ale potem znowu wszystko się popsuło. Nie jest to taki okropny ból jak był ale czasami, jeszcze mnie zaboli i osłabi.

Cały czas wchodzę na subkonto i sprawdzam ile jest pieniążków bo zaczął się czas napływania pieniążków z 1 %, jak do tej pory na nasze

subkonto napłynęło 2349 zł, miałam napisać co robiłam do maja ale teraz nie mam no to sił. Na pewno z czasem o tym napiszę, jak się lepiej

poczuje bo jak na razie. nie jest dobrze, niestety.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Źle się czuję . . .

 

Dzień dobry,

 

Mam pewne kłopoty z brzuchem, dlatego nie pisałam. Boli mnie codziennie ten brzuch i na dole, z tego

powodu też nie jeżdżę na rehabilitację.

Był taki dzień, że bolało mnie ale postanowiłam jechać na ćwiczenia, wzięłam wtedy dwie tabletki przeciwbólowe, bo tak zalecił mi lekarz ale

niestety potem zrobiło mi się słabo, na pewno od tego bólu i tabletek. Mimo tego, że dalej źle się czułam chciałam, a nawet bardzo chciałam

jechać na ćwiczenia więc poszłam się zbierać i po chwili zemdlałam w łazience i upadłam na ziemię, wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie

pojadę na ćwiczenia. Jak upadłam to zrobiłam sobie okropnie, wielkiego siniaka pod kolanem dlatego resztę po południa spędziłam w łóżeczku.

Jednak, za tydzień i tak pojechałam na ćwiczenia ale dzisiaj wiem, że nie był to dobry pomysł, bo jak nigdy bardzo szybko męczyłam się i

często odpoczywałam. Jednak mam ogromną nadzieję, że z czasem poczuje się lepiej i zacznę normalnie żyć. Chodzę z mamą i moim

kochanym Piotrusiem od lekarza do lekarza, robię różne badania ale jeszcze nic pewnego nie mam więc jak bolało tak boli, ale jestem dobrej

myśli bo w końcu musi być dobrze, nie może być cały czas źle.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

 

Weekend w Miliczu . . .

 

Dzień dobry,

 

Tak jak wspominałam w ostatniej notce, w piątek po południu pojechaliśmy do Milicza. Pojechaliśmy do Milicza jednym dużym autem,

ponieważ mój kochany wujek jest teraz w sanatorium w Cieplicach i wracał na weekend do domu dlatego Nas zabrał ze sobą. Oczywiście

wzięliśmy ze sobą rowery, spakowaliśmy je na przyczepkę ponieważ w aucie nie było już miejsc a to dlatego, że jechał z nami też mój brat ze

swoją narzeczoną Magdą, no i oczywiście nasza mama. Czyli jechało Nas 6 osób i kochany Teduś. Na miejscu byliśmy tak koło godziny 21. W

sobotę rano wstałam potem zjadłam obiad, wypiłam kawę i przed godziną 18 pojechaliśmy na działkę, mojej kochanej Cioci Joli czyli mojej

chrzestnej i jej dzieci. Mają połączone teraz dwie działki, dlatego mają tam teraz dużo miejsca. W sumie to nie był grill tylko paliło się

ognisko, a to co jest robione na ognisku jest o wiele smaczniejsze, bynajmniej ja tak uważam. Było bardzo fajnie na tym ognisku a to chyba

dlatego,że było Nas wyjątkowo dużo bo aż 15 osób, chyba o nikim nie zapomniałam i policzyłam wszystkich. To oczywiście było ognisko w

gronie najbliższych, my pojechaliśmy do domu tak po godzinie 21, chociaż zabawa trwała dłużej bo byli tam do godziny 23. Jednak ja 21

byłam troszkę zmęczona więc pojechaliśmy do domu, tzn. m.in. do domu naszej babci bo tam spaliśmy. A w niedzielę pojechaliśmy sobie

rowerami na wycieczkę, pojechałam ja ze swoim narzeczony, moja kochana Ciocia Jola z kochanym wujkiem Darkiem, moja mama i mój brat

z Magdą, pojechaliśmy sobie najpierw popodziwiać piękne stawy, ptaki itp, a potem pojechaliśmy do pierogarni gdzie mają pyszne pierogi.

Jak jechaliśmy na te pierogi to taką drogą rowerową i po drodzę mieliśmy super miejsce na odpoczynek i tam stanęliśmy i zrobiliśmy sobie

oczywiście zdjęcie rodzinne, które oczywiście dodam na blog. Po zjedzeniu pierogów pojechaliśmy m.in do Naszej kochanej babci a kochana

Ciocia Jola pojechała do swojego domu spakować kochanego wujka Darka. Do domu ruszyliśmy tak o 18 a na miejscu byliśmy parę minut po

godzinie 24. Jechaliśmy tak długo ponieważ były aż dwa wypadki na drodze do domu i dlatego staliśmy w dwóch gigantycznych korkach i

byliśmy tak późno.

Jednak i tak zaliczam weekend do ZDECYDOWANIE UDANYCH.

 

3

2

1

Co u nas słychać ?

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że ostatnio dosyć dawno pisałam tu notkę ale szczerze to nie miałam dostępu do mojego laptopa, ponieważ mój kochany Piotruś był

w poprzednią sobotę w Miliczu, sam beze mnie a to dlatego, że był u swojej mamy, pomagać przy remontach i wziął ze sobą z powrotem

kochaną Martynkę, czyli moją kochaną kuzyneczkę i moją kochaną chrzestną, czyli kochaną Ciocię Jolę, siostrę mojej mamy. W niedzielę

zrobiliśmy sobie wszyscy wypad do Karpacza. Najpierw pojechaliśmy wszyscy na drezynę i było baaaaaardzo fajnie. Długo będę wspominać

ten wypad, niestety trasa była dosyć krótka więc jechaliśmy sobie 4 razy, trasa miała około 2 km. Po drezynie pojechaliśmy na

deptak w Karpaczu i poszliśmy sobie na lody, tam obok był taki zjazd saneczkami, mówią na to kolorowa. Ja się bałam tym jechać

więc poszedł tylko na to mój Piotruś i moja kochana Martynka. Dwa nasze odważniaki. Te saneczki są dwu osobowe dlatego zjeżdżali

razem,mój Piotruś tym m.in co chamował a nasza kochana Martynka siedziała z przodu i tylko krzyczała zwolnij, w sumie ja też bym chyba

tylko krzyczała zwojnij więc postanowiłam nie jechać. Po zjedzeniu lodów i po saneczkach pojechaliśmy w jeszcze jedno miejsce w Karpaczu

a dokładnie do parku linowego, ponieważ nasza mulutka zapragnęła pochodzić sobie w parku linowym, trochę się powspinać. Były tam dwie

trasy, jedna dla dzieci i jedna dla dorosłych. Na trasę dla dzieci mogła iść sama, a na trasę dla dorosłych lepiej jakby poszła z opiekunem.

Niestety prawie każdy się bał tam wchodzić więc poszła sama na tą trasę dziecinną i bynajmniej byliśmy pewni, że tam nic złego się nie

wydarzy. Ja z Piotruś siedziałam w aucie i czekaliśmy ponad godzinę na kochaną Ciocię, kochaną Martynie i kochaną mamę. Gdybyśmy

wiedzieli, że to tak długo zajmie to pojechaliśmy sobie na dół, na pyszne gofry, no ale niestety nie wiedzieliśmy tego. Na sam koniec

pojechaliśmy jeszcze do kościółka Wang ale niestety był zamknięty, więc zwiedziliśmy tylko kościółek z zewnątrz. Ten dzień był naprawdę

bardzo fajny i liczę na kolejne takie dni. W poniedziałek przyjechał kochany wujek, z kochaną babcią i z bardzo kochaną Kingą. I w ten sam

dzień pojechaliśmy wszyscy na basen, czyli na termy cieplickie i też było bardzo fajnie. Na basen pojechałam ja, mój kochany Piotruś, moja

kochana Ciocia Jola ze swoim mężem, czyli z kochanym wujkem, mój bart, kochana mama i kochana Kinga z Martynką. Wszyscy bawiliśmy się

naprawdę fajnie. W środę niestety pojechali do Milicza, ale została z nami kochana Martynka i wróciła dopiero z nami czyli w sobotę. W

niedzielę zaplanowaliśmy sobie wielką wycieczkę rodziną i zrobiliśmy w ten dzień około 30 km. Pod wieczór wróciliśmy do naszego domku, w

którym jest teraz bardzo cicho, dlatego jutro znowu jedziemy do Milicza. Wyjeżdżamy jutro po południu. W sobotę jadę rowerem na

przejażdżkę z moim Piotrusiem, a w niedzielę zaplanowaliśmy sobie znowu tym razem większą, rodziną wycieczkę rowerem.

Są teraz cudowne dni bo wiem, że mam pieniążki na kolejne leczenie. Tzn. troszkę mi brakuje ale mam pozytywne myśli, że wszystko się

ułoży. W końcu dużo się napracowałam jak było przepisywanie pieniążków z 1 %. Może w następnej notce napiszę co robiłam. Wiem, że dla

wielu osób moja choroba nie jest obojętna i to jest piękne, przecudowne i wspaniałe. Oby jak najwięcej spotykała takich osób na mojej

drodze.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena