Dalej nam bardzo smutno . . .

Dzień dobry,

 

Pisze tą notkę chociaż jest mi bardzo smutno. Są dni, że tylko się smucę, płaczę i przez to źle się czuję, to nie pomaga mi, tylko mnie męczy,

mama i narzeczony cały czas mi powtarzają, żebym przestała płakać i żebym wzięła się w garść, ale moje serce nie chce ich słuchać. Ksiądz

powiedział, że to normalne, że płaczemy więc czasami mogę popłakać z tęsknoty do taty. Już nie pojedziemy do taty na kawę, to też jest

straszne.I jeszcze nie długo dzień wszystkich świętych, mój kochany tatuś pierwszy raz będzie obchodził to święto. Ale kupiłam tacie moje

wymarzone znicze, to znaczy serce i tam jest naklejone mniejsze białe serduszko i jest napisane kochanemu tacie. Nie było ich łatwo znaleźć

ale szukałam ich wszędzie więc musiałam je w końcu znaleźć. Nie obiecuje, że ten dzień będzie jakiś spokojny bo na pewno będę zalany

łzami. Muszę nauczyć się żyć od nowa, jednak będzie to ciężkie.

Skończył mi się koenzym q10, który mi zdecydowanie pomaga, mojemu bratu Koenzym niestety nie pomaga. A mojego kochanego tatusia

już nie ma, dlatego Konenzym Q10 600 mg biorę tylko ja. Niestety tabletki 600 mg są dla mnie za duże więc ostatnio kupiłam dwa

opakowania, 200 mg i 400 mg. Szczerze to wolę brać dwie kapsułki niż jedną taką wielką. Biorę ten Koenzym bo dzięki niemu nie kręci mi się

w głowie, nie robi mi się słabo i nie skaczą mi oczy. Te dwa opakowania, kosztowały mnie 500 zł, trochę dużo ale dzięki niemu lepiej się czuję

więc z niego nie zrezygnuje.

Stała się też rzecz niezbyt przyjemna dla mnie bo usiadłam na wózku inwalidzkim. To znaczy do toalety chodzę i do auta też idę, jadę na

wózku jak jadę do sklepu, czy w mieście, nie ukrywam, że bardzo lubiłam chodzić dużo, teraz się zmieniło bo teraz dużo jeżdżę. Z wózka

korzystam od końca lipca. Parę dni temu dostałam swój wózek. Ten mój wózek, nazywa się helium. Jest w trzech kolorach, jest biały,

czerwony i czarny. Myślałam, że będę się z niego cieszyć. Jednak przyszedł w nie odpowiednim czasie Zauważyłam jednak, że lepiej i ładniej

siedzę na nim i zdecydowanie o wiele łatwiej mi się nim kieruje. Byłam pewna,że ten wypożyczony wózek jest cudowny jednak myliłam się.

Ale usiadłam na wózek inwalidzki i zdecydowałam, że pojadę na ćwiczenia do Polanicy Zdrój, na lokomat. Wiele osób mówi, że po tym lepiej

się czują.Tzn. chodzi o chodzenie. Mama zadzwoni w tygodniu tam do tej Polanicy i wszystkiego się dowie i ustali termin i pojadę tam.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Bardzo Nam smutno . . .

Dzień dobry,

 

Ostatnie miesiące były okropne. A ostatni tydzień zalany łzami, ponieważ 7 października o ósmej rano odszedł mój najukochańszy tatuś.

Napiszę znowu jak się lepiej poczuje bo teraz moje dni, to płacz od rana do wieczora.

 

Pozdrawiam,

Marlena Witkowska

 

1

Co u nas słychać ?

 

 

 

 

Dzień dobry,

 

Zacznę od tego, że cały czas zbieramy nakrętki, które bardzo nam pomagają w zbieraniu pieniążków na leczenie. Jeśli ktoś ma nakrętki i chce

nam podarować to my przyjmiemy. Liczy się każdy woreczek nakrętek.  Ostatnio otrzymaliśmy mnóstwo nakrętek, m.in od Pani Agaty Szpili i

jej męża, a także ze Szkoły Niepublicznej przy Centrum Medycznym w Karpaczu. Za co ogromnie dziękujemy. Każda nakrętka odgrywa ważną

rolę. Ostatnio sprzedaliśmy nasze nakrętki i dostaliśmy za nie 720 zł, moi kochani i ja uważamy, że to ładne pieniążki jak za te nakrętki.

Jeszcze będziemy sprzedawać nakrętki z Milicza, oczywiście jak je sprzedamy to napiszę na blogu ile za nie dostaliśmy.

Przypominam, że cały czas można nam przekazać pieniążki z 1% w zeznaniu rocznym PIT, nasz KRS 0000186434, wpisując jako cel

szczegółowy należy wpisać : na rehabilitację dla rodziny Witkowskich 207/W. Każdy grosz się liczy.

Teraz napiszę co u Nas słychać ?

Dla nas wielką pociechą jest to, że tata zaczął dostawać czasami pewne posiłki, jednak cały czas mamy nadzieję, że tata zacznie jeść na co ma

ochotę. Bo ostatnio nasżła tatę chęć zjedzenia placków ziemniaczanych a niestety nie może jeść takich rzeczy, Pani Doktor która zajmuje się

tatą, odradziła jedzenie takich rzeczy, żeby nie zakrztusił się ponownie. Jednak mimo tłumaczenia tata jest nadal nieszczęśliwy, co nam

zdecydowanie nie pasuje.

Od 22 lutego do 26 lutego byłam ja z moim narzeczonym, z mamą i naszą kochaną Martynią, czyli z moją, kochaną kuzyneczką w

Zakopanym. Poniekąd sponsorem naszej wycieczki była moja mama ale niech to zostanie naszą tajemnicą za co moja mama płaciła. Jak

zajechaliśmy w środę to strasznie wiało, czasami w nocy wiatr był tak silny, że myślałam o najgorszym. W dzień nie było lepiej. A w nocy było

gorzej.

Już chciałam wracać do domu ale stwierdziłam, że wytrzymam jeszcze jedną noc i jak nic się nie zmieni to wrócimy. Jednak wiatr się uspokoił

i było fajnie. Mimo tego okropnego wiatru pojechaliśmy do śnieżnego labiryntu, tam akurat na szczęście nie wiało ale ciężko mi się tam

chodziło, bo śnieg był już w pewnym sensie roztopiony ale dałam radę i to się liczy. W piątek przed południem pojechaliśmy na Gubałówkę

ale niestety było tam zimno i wiał wiatr, wieczorem ja ze swoim Piotrusiem pojechaliśmy do mega góralskiej karczmy, poszliśmy tam na

kolację. W sobotę przed południem pojechaliśmy na Krupówki, a wieczorem pojechaliśmy na kulig, tylko niestety był na kołach i siedzieliśmy

w takimwozie cygańskim. Ta przejażdżka trwała około godzinę, potem około godziny siedzieliśmy w takim góralskim szałasie, gdzie na

środku było ognisko a z boku siedziała kapela góralska i grali góralskie piosenki, potem zjedliśmy kiełbaskę z ogniska i wróciliśmy do pokoju.

Uwielbiam jeździć do Zakopanego. Uwielbiam ten góralski klimat i na pewno jeszcze tam wrócę.

Dzień kobiet był pachnący, dzień przed tym dniem była cudowna Pani Agata z mężem i od wspaniałego męża Pani Agaty dostałam ja i

mama piękne tulipany, w ten cudowny dzień dostałam rafallo i mama też, a to dostaliśmy od mojego brata,  a wieczorem dostaliśmy

piękne tulipany od mojego narzeczonego. Ten dzień uważam za cudowny.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marllena

Zakopane 3

Zakopane 2

 

Zakopane

M.in o moich planach w minionym roku . . .

Dzień dobry,

 

Zacznę może od tego jak w zeszłym roku m.in zbierałam pieniążki z 1 %. Wysłałam około 5 tysięcy listów do osób sprzedających na allegro,

w tych listach opisałam całą naszą historię choroby i prośbę o przekazanie nam pieniążków z 1 %. Były przeróżne odpowiedzi np. że to dobry

pomysł i że mam spierdalać. Ludzie zdrowi czasami nie umieją zrozumieć osoby chorej, która musi zebrać pieniążki na swoje leczenie. Tak

sobie to tłumaczyłam, jak ktoś mi tak odpisał nie ładnie. Tak się starałam ale pieniążków na subkoncie niestety  nie było więcej. Gdyby nie

pewien ktoś z Gdańska, uzbiralibyśmy 4 tys. zł a tak, dzięki temu komuś uzbieraliśmy około 11 tys. zł. A tak w ogóle jak pisałam te listy na

allegro, to jedna Pani odpisała mi, że już się rozliczyła ale na poprawę humoru wysłała mi piękny zegarek, którego oczywiście dodam zdjęcie.

A co u nas słychać, tak ogólnie to wielki dramat bo tata ma dalej zabronione aby jeść.To wszystko dla taty dobra. Je teraz czasami, zjada taki

deserek, w małym słoiczku, taki deserek dla maluszków, ten taki dobrze zmielony i taki deserek puszysty, jest nam bardzo przykro, że tata już

nie może jeść. Zawsze jak teraz jedziemy do taty to jest bardzo smutny, powtarza czasami, że choroba z nim wygrała, jest nam tak przykro

jak to słyszymy, że szok. Wcześniej zawsze się uśmiechał, jak tatę odwiedzaliśmy a teraz w ogóle się nie uśmiecha i to nas boli najbardziej.

Jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że z czasem będziemy musili pogodzić się z tą decyzją i tata też.

W miniony wtorek, były walentynki, jak dla mnie zawsze był to i jest wyjątkowy czas. Chociaż moje walentynki trwły już od soboty. W sobote

dostałam pierwszy walentynkowy prezent w postaci wielkiego serduszka z biszkoptu, oblanego w czerwonej połowie. A we wtorek rano

dostałam od mojego kochanego Piotrusia, piękny bukiet, pięknego kwiatuszka w doniczce, jestem ciekawa jak długo wytrzyma bo zawsze jak

dostanę kwiatka w doniczce to kwitnie pięknie około dwóch tygodni. Zawsze dbam o swoje kwiatuszki ale szybko usychają. I ciśnie się

pytanie na usta ” co Ona z nimi robi, że tak szybko jej kwiatki usychają ? ‚. Sama nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wracając do

walentynek, to pod wieczór mój kochany narzeczony wziął mnie do cukierni i w pewnym momencie zostawił mnie i pobiegł do toalety ale

było zupełnie inaczej, bo patrzę po 5 minutach gdzie jest i widzę jak maszeruje z piękną różą dla mnie. Byłam bardzo mile zaskoczona.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena Witkowska

zima

Co u nas słychać ?

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że dosyć długo nie pisałam ale to przez to, że tata nie najlepiej ostatnio się czuje. Wszystko zaczęło się dziadziać w pierwszy dzień

świąt. Tzn. po Wigilii nie pojechaliśmy na pasterkę, a co roku jest dla nas ważne , jednak przed godziną 22 zrobiłam się bardzo zmęczona i

poszłam spać ale miałam wielkie wrzuty sumienia, że nie pojechałam na pasterkę, dlatego w pierwszy dzień świąt wstałam dosyć wcześnie

i pojechaliśmy do kościoła. Po naszym powrocie tata zjadł obiad, troszkę odpoczął i zapragnął wypić kawę i zjeść ciasto. Tata bardzo lubi

ciasto jednak okropnie zakrztusił się kawą. Zjadł kawałek ciasta i mamusia przyszła dosłownie na sekundę do mnie, zobaczyć jak ja się czuję,

no i w tym czasie tata podniósł kawę i wlał w siebie około pół kubka, to się działo dosłownie w paru sekundach. Czegoś takiego jeszcze nie

widziałam i mam nadzieję, że więcej to się nie powtórzy. Po tym wszystkim tata zapragnął jechać do Miłkowa, czyli tam gdzie teraz

przebywa. Mama z moim kochanym Piotrusiem zapakowali tatę do auta i pojechali do Miłkowa, mamusia oczywiście wszystko opowiedziała

tam, co się wydarzyło więc po chwili ściągnęli tacie flegmę i trochę było lepiej ale niestety nie spał całą noc i czasami kaszlał. Na drugi dzień

mama pojechała do taty ale jest tylko karmiony przez peg, w ogóle nic nie je. Myśleliśmy, że z czasem i ten problem zniknie ale niestety była.

taty Pani Doktor, która stwierdziła, że tata zostanie karmiony przez peg, żeby sytuacja nie powtórzyła się. Jednak tacie nie podoba się to

wszystko i chce walczyć oto, żeby znowu jeść. Dla nas najważniejsze jest to aby tata był szczęśliwi i pomożemy tacie w tym w czym możemy

mu poomóc. A ja zaczęłam chdzoić na akupunkture laserową z powodu m.in tego brzuch co mnie boli za zwyczaj po lewej stronie. Postaram

sie przejść z akupupunktury laserowej na zwykłą, jest to dla mnie okropny strach bo boje się igieł ale wiem, że nie ma nic za darmo. A od nie

jednej osoby słyszałam, że akupunktura potrafi zdziałać cuda więc ja też chcę to poczuć i móc się pochwalić, że te igiłki mi pomogły.

W ostatniej notce pisałam, że prawdopodobnie, pójdę na sylwestra na tą świetlicę na Duchawie, gdzie chodzę praktycznie co roku.

Zastanawiałam się dniami i nocami czy tam pójść ale mój kochany narzeczony i mama cały czas powtarzali, żebym szła więc poszłam. Czułam

się wyjątkowo tego wieczora. Zostałam bardzo fajnie uczesana, tzn. mi bardzo się podobała ta fryzurka. Każdy mówił, że mam fajną fryzurkę,

pasującą, miałam też cudowny makijaż i cudownie zrobione paznokcie. Na świetlicę poszliśmy około godziny 19 a do babci,tam gdzie spałam

przyszłam po godzinie 24. Niestety w ogóle nie tańczyłam ale mimo to było naprawdę fajnie.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

 

sylwestra

zima

święta 1

Życzenia . . .

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia,

dużo uśmiechu na twarzy, miłości, radości,

szczęścia oraz wrażliwości.

 

święta 1

Już niedługo święta . . .

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że znowu dosyć długo nie pisałam ale to wszystko przez mój ten okropny brzuch. Jest lepiej ale nie najlepiej. Może przypomnę co się

u nas ciekawego działo. Zacznę od tego, że 4 grudnia ja, mama i mój kochany narzeczony pojechaliśmy do Wrocławia na wspaniały Jarmark

Bożonarodzeniowy. Wtedy o godzinie 17 zaczęła się wspaniała parada ze Św. Mikołajem. Jednak żeby zaparkować auto minęło około

półtorej godziny. Piotruś wiedział jak bardzo chcę iść na tą paradę więc za wszelką cenę próbował zaparkować auto, wiedział też, że niestety

musi zaparkować to auto jak najbliżej tego rynku, gdzie był Jarmark. Na Jarmark trochę się spóźniliśmy ale najważniejsze widziałam. Tam jest,

taka  duża, wspaniała choinka i nie daleko niej była m.in nasza kochana Zosia z mamą. Fajnie, bardzo fajnie, że przyjechali na ten Jarmark,

oczywiście brzuszek mnie pobolewał ale byłam bardzo szczęśliwa, że tam byłam. Po Św. Mikołaju przyszedł czas na pyszne Jarmarkowe

przysmaki. Najpierw zaczęliśmy od pysznego kołacza, chociaż nazywają go kurtoszem albo węgierskim ciachem, nie ważna jest nazwa tego,

najważniejsze jest to jaki on jest smaczny, jak dla mnie, potem wypiłam gorącą czekoladę z bitą śmietaną, oczywiście było to podane w takim

specjalnym kubeczku, przypominającym buta, taki kubeczek można wziąć sobie na pamiątkę, dlatego go wzięłam ze sobą i teraz codziennie

piję w nim kawę. Smakuje mi ta kawa jak nigdy w życiu a to dlatego, że jest w takim specjalnym kubeczku, przez cały rok czeka się na niego.

Na koniec zjadłam jeszcze moje przepyszne truskawki oblane mleczną czekoladą, są na takim patyczku, gorącą czekoladę i te owoce w

czekoladzie uwielbiam najbardziej. Jarmark nie istniał by dla mnie gdyby nie te słodkości.

Słyszałam, tzn. widziałam na internecie, że u nas w Jeleniej też jest ładna choinka na placu ratuszowym, może jutro tam pojadę bo dzisiaj

mam małe obowiązki, w końcu zbliżają się święta Bożonarodzeniowe więc pomagam mamie w tym, w czym mogę jej pomóc. Bardzo lubię

ten czas gdzie wszędzie gdzie tylko się nie spojrzy, to wszędzie, przeważnie w sklepie są piękne choinki albo piękne lampki choinkowe. I w

kościołach jest bardzo ładnie.

A w tą sobotę odwiedziła mnie cudowna Pani Agata z mężem. Jak zawsze kochana Pani Agata mega mocno mnie wytuliła, nie ukrywam, że

bardzo to lubię, a wręcz można powiedzieć, że kocham. Pani Agata i mąż Pani Agaty,złożyli mi cudowne życzenia. Pierwszy raz widziałam

męża Pani Agaty i bardzo go polubiliśmy. Po Nowym Roku umówiliśmy się na kawę. Oczywiście dostałam prezent od Pani Agaty i jej

koleżanek. Jestem ogromnie wdzięczna, wdzięczna z całego serca, za ten cudowny prezent. Jeszcze raz, dziękuję..

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Co u nas słychać ?

 

Dzień dobry,

 

Czuję się tak sobie więc dalej chodzę po lekarzach. Czasami jest dzień, że mnie w ogóle nie boli a czasami są takie dni, że boli mnie od rana.

Jednak zdecydowałam, że pojadę na ćwiczenia, chciałam w zeszłym tygodniu ale tylko w poniedziałek było dla mnie miejsce więc

postanowiłam, że pojadę jednak przed samym wyjazdem dostałam sms od mojej rehabilitantki, że bardzo źle się czuje i jedzie do domu.

Jak się okazało Natalkę złapała jelitówke i dobrze, że wtedy nie pojechałam bo gdybym też złapała jelitówke to byłoby gorzej niż źle. W tym

tygodniu byłam na ćwiczeniach i jutro też jadę. Dzisiaj miałam iść do lekarza ale od wczoraj trzymają mnie okropne zakwasy, byłam pewna,

że dziś będzie lepiej ale niestety myliłam się.

W zeszłym tygodniu napisała do mnie kuzynka Ewelina, z pytaniem, czy idę na sylwestra, tam na świetlicę gdzie chodzę prawie co roku, bo w

zeszłym roku siedziałam w domu. Oczywiście ja się zastanawiam czy powinnam iść na taką zabawę, czy powinnam siedzieć w domu ? Z jednej

strony chcę iść bardzo a z drugiej strony boje się. Mama i mój narzeczony cały czas mi powtarzają, że powinnam iść i się nad niczym nie

zastanawiać. Zdecydowałam już w co się ubiorę, jak się uczeszę, pomaluję i jak sobie zrobię paznokcie, na tego sylwestra jak pójdę,

ale to nie jest najważniejsze, muszę się tam dobrze czuć jak pójdę. Mam czas, żeby się zastanowić więc to zrobię. Podejmę decyzję do 4

grudnia, bo wtedy jest Mikołaj we Wrocławiu na Jarmarku Bożenarodzeniowym. Będę się wtedy widzieć z moją kuzynką, przekochaną Zosią i

może z mężem mojej kuzynki, czyli z Markiem, bo udało mi się ich namówić na przyjechanie wtedy więc dlatego się z nimi zobaczę 4 grudnia.

Jak na Jarmarku jest parada ze św. Mikołajem to jest wtedy tak bajecznie, że brakuje słów aby to opisać.

A chyba już się skończyły pieniążki z 1 % bo od dwoch tygodni nic się tam ostatnio nie zmienia, tyle ile było pieniążków tyle jest. Ostatni

podatek był ogromny bo ponad 7 tys. z Gdańska. Na koniec tego miesiąca napiszę ile w tym roku udało się zebrać pieniążków z 1 %.

Postanowiłam, że dzisiaj napiszę co robiłam od stycznia do maja ale nie mam już sił więc chyba napiszę następnym razem.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Nadal źle się czuję . . .

 

Dzień dobry,

 

Wiem, że dosyć długo nie pisałam co u nas słychać ale nadal nie czuje się dobrze, tzn. dalej boli mnie brzuch, na dole, po lewej stronie i

dlatego teraz w ogóle nie pisałam. Byłam jak na razie u czterech specjalistów, robię różne badania ale jeszcze do tej pory nie wiedzą co mi

dolega. Podejrzewają, że to od kręgosłupa albo że to coś z jelitami więc w tym tygodniu idę do kolejnych dwóch specjalistów. I mam

nadzieję, że w końcu zgadną co mi jest bo mam dość tego bólu bo przez ten ból, nie mogę nigdzie jechać na zakupy czy na ćwiczenia bo

jestem osłabiona przez ten ból. Jedynie co mogę to leżeć w łóżku i patrzyć się w sufit. Codziennie się zbieram do miasta ale nie jadę bo

męczy mnie już to i kładę się potem znowu. I już mam łzy w oczach, jest mi strasznie przykro, że tak się męczę już od miesiąca. Jednak jeden

lekarz długo myślał co mi dolega i doszedł do wniosku, że to od kręgosłupa i wypisał mi lek właśnie na kręgosłup i powoli było lepiej z tym

bólem ale potem znowu wszystko się popsuło. Nie jest to taki okropny ból jak był ale czasami, jeszcze mnie zaboli i osłabi.

Cały czas wchodzę na subkonto i sprawdzam ile jest pieniążków bo zaczął się czas napływania pieniążków z 1 %, jak do tej pory na nasze

subkonto napłynęło 2349 zł, miałam napisać co robiłam do maja ale teraz nie mam no to sił. Na pewno z czasem o tym napiszę, jak się lepiej

poczuje bo jak na razie. nie jest dobrze, niestety.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena

Źle się czuję . . .

 

Dzień dobry,

 

Mam pewne kłopoty z brzuchem, dlatego nie pisałam. Boli mnie codziennie ten brzuch i na dole, z tego

powodu też nie jeżdżę na rehabilitację.

Był taki dzień, że bolało mnie ale postanowiłam jechać na ćwiczenia, wzięłam wtedy dwie tabletki przeciwbólowe, bo tak zalecił mi lekarz ale

niestety potem zrobiło mi się słabo, na pewno od tego bólu i tabletek. Mimo tego, że dalej źle się czułam chciałam, a nawet bardzo chciałam

jechać na ćwiczenia więc poszłam się zbierać i po chwili zemdlałam w łazience i upadłam na ziemię, wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie

pojadę na ćwiczenia. Jak upadłam to zrobiłam sobie okropnie, wielkiego siniaka pod kolanem dlatego resztę po południa spędziłam w łóżeczku.

Jednak, za tydzień i tak pojechałam na ćwiczenia ale dzisiaj wiem, że nie był to dobry pomysł, bo jak nigdy bardzo szybko męczyłam się i

często odpoczywałam. Jednak mam ogromną nadzieję, że z czasem poczuje się lepiej i zacznę normalnie żyć. Chodzę z mamą i moim

kochanym Piotrusiem od lekarza do lekarza, robię różne badania ale jeszcze nic pewnego nie mam więc jak bolało tak boli, ale jestem dobrej

myśli bo w końcu musi być dobrze, nie może być cały czas źle.

 

Pozdrawiam cieplutko,

Marlena